Wyznaczanie granic 3-latkowi bywa tak bardzo dewastujące... sprawia, że stajesz się Matką-Polką-zakazową. Słyszę siebie i już nie znoszę za to, że sama sobie wydaję się taką, co to tylko mówi, tłumaczy - nawet jeśli nader spokojnie - czego nie wolno, dlaczego nie wolno itd. Bleee.... Wiem, że trzeba być konsekwentnym, że nie ma co się denerwować, że trzeba tłumaczyć i tłumaczyć, wyznaczać te granice - i to teraz, bo potem będzie za późno - że Córcia testuje nas i musi, bo taka jest kolej rzeczy, taki etap, ale... nie chciałabym zostać taką matką-Cerberem. A tak się ostatnio czuję. Szczególnie teraz kiedy coraz szybciej się męczę, od 2 m-cy walczę z przeziębieniami swoimi i nie tylko, a coraz większy brzuchol nie pozwala mi się co chwilę zrywać z miejsca czy schylać i rozpoznaję znane z poprzedniej ciąży uczucie bycia wielorybem... Hmmm... wieloryb powinien napawać respektem już z racji swojej postury, czyż nie? Jakoś nie działa. :) A wieloryb - dumny nawet, że nie krzyczy tylko tłumaczy - zignorowany ma ochotę ronić łzy wielkie jak na wieloryba przystało. A potem wyrzuca sobie te nerwy, bo po co, bo i tak nic nie dają, bo stresują być może to wielorybiątko co pływa w brzuchu, a na to, co już od 3 lat pływa obok i tak nie mają wpływu.
A potem to 3-letnie wielorybiątko przychodzi z rysunkiem dla tej matki-Cerberki zrobionym z własnej inicjatywy... to może nie warto tak przeżywać, że się nie jest czasem taką super mamą, jaką chciałoby się być? Tylko skąd czasem brać siły, żeby dalej tłumaczyć, tłumaczyć i tłumaczyć... chyba tylko obwiesić się takimi rysunkami... ech...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy pozostawiony ślad :)